Rodzina Łukaszewiczów prowadzi gospodarstwo w Broniewie, na Kujawach. Zajmuje się zarówno produkcją roślinną, jak i zwierzęcą. Działalność gospodarstwa skupia się przede wszystkim na hodowli owiec, która obchodzi w tym roku złoty jubileusz. W gospodarstwie Łukaszewiczów prowadzona jest od okrągłych 50 lat. Gospodarstwo ma powierzchnię ok. 100 ha, w których skład wchodzą głównie pola uprawne (buraki cukrowe, ziemniaki, kukurydza, pszenżyto, jęczmień, rzepak).
W gospodarstwie Łukaszewiczów utrzymywanych jest obecnie około 500 owiec. Jest to 250 owiec rasy merynos polski w starym typie, 100 owiec rasy merynos polski barwny, 60 owiec rasy berrichon du cher oraz pojedyncze sztuki ras merynos polski, kerry hill, oxford down, czarnogłówka, ile de france i wallizerska czarnonosa. Owce z Broniewa prezentowane są na wystawach i pokazach, m.in. na Regionalnej Kujawsko-Pomorskiej Wystawie Zwierząt Hodowlanych w Minikowie oraz Narodowej Wystawie Zwierząt Hodowlanych w Poznaniu. Gospodarze osiągają najwyższe w kraju wyniki w zakresie użytkowości rozpłodowej i mięsnej, co Łukaszewicze zawdzięczają zarówno starannej pracy hodowlanej, jak i odpowiedniemu utrzymaniu zwierząt. Wiele tryków z Broniewa trafia do stad zarodowych w całej Polsce – hodowcy specjalizują się w produkcji tryków rozpłodowych ras merynos polski w starym typie oraz berrichon du cher.
Zawsze kokosy się robiło na wełnie…
Stado zarodowe merynosów polskich w typie mięsnym założył w Broniewie Krzysztof Łukaszewicz. Zakupiony do gospodarstwa materiał hodowlany pochodził z najlepszych gospodarstw z okolicy.
Pierwsze stado owiec założone było w 1976 roku, w maju. Było 50 sztuk owiec merynosa polskiego. Na jesieni tego samego roku doszło kolejne 70 sztuk, także było 120 sztuk i na tej ilości się bazowało. Nie zwiększaliśmy ilości owiec do czasu, aż wybudowaliśmy owczarnię. 120 sztuk nam starczało… nie mogłem więcej trzymać, bo było 15 hektarów ziemi, plus 10 hektarów dzierżawy – mówi Krzysztof Łukaszewicz.

W okresie PRL hodowaliśmy w kraju niemal 5 000 000 owiec. Obecnie jest ich niecałe 300 000. Wełna była wówczas głównym celem chowu i hodowli owiec.
W 1976–1978 roku, do 1980 roku kilogram wełny był wart kwintal żyta [100 kg]. To było gdzieś 360 złotych za kilogram. A później, 2 czy 3 lata później, wełna była w cenie kwintala pszenicy. To było gdzieś 420 do 450 złotych za kilogram wełny. Takie ceny się dostawało. Średnio maciorka dawała 4,0–4,5 kg, a z tryka kiedyś to było 11 kg. Była wtedy tendencja na fałdziate tryki… a później je zaczęli likwidować. Zaczęli wybierać, że jak tryk fałdziaty to odpada. No i tak jest teraz, bo nikt ich strzyc nie chce. A w rzeczywistości, te fałdziate były pewniejsze, lepiej kryły. Tak samo jak te z rogami, bardziej męskie – wspomina hodowca. – Ze 120 sztuk było 700 kg wełny, a z trykami łącznie koło 1000 kg. Z tego była kupa kasy, koło 100 000 zł. Zawsze kokosy się robiło na wełnie. Za jagniaki nie dawali za dużo – 5–6 zł za kilogram. No i mało się sprzedawało. Wszystko szło za granicę.

O broniewskich merynosach mogliśmy czytać w branżowej prasie – na łamach czasopisma Owczarstwo. W czasopiśmie ukazywały się artykuły na temat popularnych wówczas wystaw owiec, w tym listy zwycięskich zwierząt. Na słynnej V Krajowej Wystawie Zwierząt Hodowlanych na Służewcu stawkę merynosów Krzysztofa Łukaszewicza oceniono na 89,9 pkt. Jak opisuje hodowca…
Od trzeciego roku, kiedy założyłem to stado, to jeździłem z owcami na wystawy. W większości co roku do Warszawy, przez 15–20 lat. Za każdym razem przywoziłem złoto.
Oprócz merynosów, Krzysztof Łukaszewicz posiadał stado owiec rasy ile de france.
Były ich dwadzieścia parę. Przywiozłem je aż spod Koszalina… one tak sypały, że mieliśmy 200% plenności. Mało było upadków, odchowu było 180%. Jak zrobili merynosa w starym typie, to nie zostawialiśmy już od nich [ile de france] remontu. Po drugie nie szło dostać tryka – opowiada gospodarz. – Później był ten trudny okres, i owce przestały mieć cenę. Pomniejszyliśmy stado, ale później zaczęliśmy je odbudowywać. Stwierdziliśmy po tych wszystkich przewrotach, przemianach, że jednak zostawiamy owce.
W gospodarstwie Łukaszewiczów przewinęły się także owce rasy fryzyjskiej oraz linii merynofin (merynofin–40). Ich celem była poprawa użytkowości rozpłodowej merynosów polskich. Sektor owczarski dotknął wówczas trwający do dziś kryzys, w czasie którego produkcja wełny ustąpiła miejsce produkcji żywca jagnięcego.
Lata 2000. i zmiany w gospodarstwie

Po panu Krzysztofie Łukaszewiczu, gospodarstwo przejął jego syn wraz z małżonką – Piotr i Mirosława Łukaszewicze. Piotr Łukaszewicz od 2004 r. zasiada w Zarządzie, a od 2013 r. pełni funkcję prezesa Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Bydgoszczy.
Gospodarstwo przejęliśmy z żoną w 1999 roku, w czerwcu. Prowadziliśmy wtedy hodowlę owiec w liczbie 120 sztuk. Później powiększyliśmy stado do 150 sztuk, a momentami było ich do 180–200. W 2008 roku, kiedy wybierano do dalszej hodowli merynosy polskie w starym typie, ze 180 sztuk zakwalifikowano do programu ochrony zasobów genetycznych tylko 70. – opowiada Piotr Łukaszewicz. – W 2010 roku podjęliśmy decyzję o rozbudowie owczarni. Wtedy wybudowaliśmy nową część, a starą zmodernizowaliśmy.

Z wielką ciekawością wysłuchaliśmy opowieści o tym, jak kiedyś wyglądała sytuacja produkcji wełny w Polsce. A jak wygląda to obecnie?
Sytuacja wełny jest bardzo, że tak powiem, zła. Na dzień dzisiejszy cena jest 1,50 zł za kilogram, bez względu na to, czy jest to wełna biała czy czarna, i bez względu na to, od jakiej owcy pochodzi. Koszt strzyży jednej maciorki wynosi około 10–12 zł. Jeżeli chodzi o tryki to jest 20 zł za sztukę. Średnia wydajność od matki wynosi 4 kg. Do każdej sztuki musimy dokładać…

Jagnięta podstawą współczesnej produkcji owczarskiej.
Jeżeli chodzi o sprzedaż jagniąt to od 4–5 lat, sprzedajemy jagnięta tylko w kraju. To są jagnięta hodowane do wagi 40, nawet 45 kg. Odbiorcy krajowi ubijają żywiec i sprzedają mięso za granicę. Na dzień dzisiejszy cena oscyluje w granicach 13–14 złotych za kilogram [żywca] plus VAT.

Berrichon du cher w Broniewie – jedno z ostatnich stad tej rasy w Polsce
Pogłowie owiec czystorasowych w kraju jest całkowicie zdominowane przez rasy objęte programami ochrony zasobów genetycznych. Obecnie w Polsce utrzymywane są tylko 2 stada mięsnej rasy berrichon du cher objęte oceną wartości użytkowej.
Któregoś dnia pojechaliśmy sprzedać swoje jagnięta na skup w Sucharach. Mieliśmy kilka ostatnich jagniąt i było ich zbyt mało, żeby ktoś po nie przyjechał. Na skupie zobaczyliśmy młode mięsne jarki, które przywiózł jeden hodowca – opowiada Wojciech Łukaszewicz, syn Piotra. – Powiedziałem do taty, że może byśmy je odkupili, bo bardzo ładnie wyglądają. Później okazało się, że są to faktycznie są czystorasowe berrichony. Przywieźliśmy je do domu, 5 albo 6 jarek. I tak zaczęła się przygoda z tą rasą. Nasz dyrektor, czyli też nasz selekcjoner [Józef Baran], powiedział, że do kupienia jest całe stado berrichonów, bo jakiś hodowca rezygnuje z hodowli. Kupiliśmy je, około 25 matek.
Rasa mięsna = perspektywy.
Aktualnie berrichonów jest około 60, ale cały czas powiększamy stado. Planujemy dojść do około 100 matek. Berrichon du cher jest przyszłościową rasą. Ma bardzo fajne cechy mięsne – owce są dobrze zbudowane, sprawdzają się w krzyżowaniach towarowych. Jagnięta szybciej przyrastają, mają lepsze tusze. Sporo tryków tej rasy sprzedajemy właśnie do krzyżowań towarowych, praktycznie na całą Polskę.

Owczarstwo w rękach młodych hodowców
Gospodarstwo w Broniewie prowadzone jest przez trzy pokolenia hodowców. Owczarstwo jest pasją Wojciecha Łukaszewicza, który z dumą idzie w ślad rodziców i dziadków.
Ja swoją hodowlę zaczynałem 8–9 lat temu, od suffolka. Przywiozłem 3 maciorki i 1 tryka spod Elbląga. Później ściągałem owce z Kołbacza [ZD IZ PIB Kołbacz] i z Czech. Jakoś 4 lata temu otworzyłem stado zarodowe. Zaczynałem od 16 owiec wpisanych do księgi hodowlanej. Później stado rozrosło się do 40 sztuk.
Owce rasy suffolk z gospodarstwa w Broniewie mogliśmy podziwiać m.in. w 2024 roku na Regionalnej Kujawsko-Pomorskiej Wystawie Zwierząt Hodowlanych w Minikowie. Obecnie Wojciech Łukaszewicz nie kontynuuje jednak hodowli tej rasy.

Zlikwidowałem je 2 lata temu. Za duże problemy z rasą i z jej przystosowaniem do naszego klimatu. Owce były bardzo wrażliwe na bakterie coli [E. coli]. U nas nigdy nie było problemu z bakterią coli, wszystkie owce kociły się normalnie… a suffolki chorowały. Padało dużo jagniąt. Chodzisz po nocach, dbasz, a 3–dniowe jagnię pada ci na rękach. Serce pęka. To było dla mnie już za dużo, więc stado zlikwidowałem – opowiada hodowca. – Był jeszcze texel, ale tylko trzy miesiące. No i czarnogłówki, prawie pół roku.
W gospodarstwie Łukaszewiczów panuje spora różnorodność. Obecnie największe stado, zaraz po merynosie polskim w starym typie, reprezentuje merynos polski barwny.
Dokładnie 4 marca 2024 roku kupiłem merynosa polskiego barwnego – 50 matek w limicie [na które przysługują dopłaty] oraz 10 jarek na remont stada i 2 tryki. Do tego później dokupiłem kolejne jarki, łącznie około 40–50 jarek przez 2 lata. I wtedy zaczęły się problemy…
Dlaczego?
Problemy zaczęły się z tego względu, że kupione owce były dosyć stare. Okazało się, że miały średnio po 13 lat, o czym mnie nie poinformowano. Owce wyglądały ładnie, ale tak ładnie już nie wyglądało to w papierach. Najmłodsze owce miały 8–9 lat. Do tego były straszne problemy jeśli chodzi o stanówkę. Puszczałem tryki, które dostałem i owce nie mogły się zakocić. Kupiłem dwa nowe tryki, po których owce zaczęły się już zakacać… ale na 60 owiec dopuszczonych kociło się około 20. I to jeszcze z dosyć dużymi problemami. Jak się okazało selekcja w poprzednim stadzie była prowadzona bardzo słabo. Były bardzo duże problemy z mlecznością. Praktycznie wszystkie jagnięta trzeba było dokarmiać… dokarmiałem jakoś 15–20 jagniąt. Teraz już ta hodowla ,,barwnego” się u mnie trochę ustabilizowała. Plenność mam na poziomie 180%, ale planuję poprawić jeszcze trochę przyrosty.

Jak opowiada Wojciech Łukaszewicz, hodowla merynosów barwnych w Broniewie rozwija się.
Teraz mam około 100 owiec i w tym roku pierwszy raz złożyłem wniosek o 70 sztuk limitu. Zostało z 20–25 tych owiec z pierwszego stada. Reszta to już praktycznie moja odchowana młodzież i młodzież kupiona. Więc bardzo szybko odmłodziłem to stado. Tryki mam zarówno swoje, jak i kupione od innych hodowców. Brakuje mi trzech i będę miał wszystkie linie merynosów polskich barwnych. Staram się dobierać tryki pod kątem umaszczenia, żeby dojść do ideału umaszczenia. Jako jeden z nielicznych hodowców hoduję też merynosy barwne typu borsuka, bo zazwyczaj hodowcy celują w merynosa jednolicie barwnego [merynosy polskie barwne o umaszczeniu typu borsuk]. Mają coś w sobie, mają pewien urok. Według mnie bardzo ładnie wygląda ich wełna – opowiada hodowca.
Genetyka to nie wszystko…
Cały czas jeszcze staramy się dopracować żywienie, chociaż już jest i tak na dosyć zaawansowanym poziomie. Przed stanówką owce dostają cynk, selen, witaminę E, beta-karoten. Planuję aktualnie zrobić im badania, aby zobaczyć na jakie składniki jest jeszcze zapotrzebowanie. Robimy owcom USG w celu wykrywania niezakoconych maciorek – mówi Wojciech. – Są planowane jeszcze zakupy. Zastanawiam się nad dwiema rasami. Myślę, czy nie wrócić do suffolka, z sentymentu. Zobaczymy…

Tekst, zdjęcia: Maksymilian Perzyński
Wywiad: Maksymilian Perzyński, Wojciech Łukaszewicz
Cieszy, że są jeszcze tacy pasjonaci owczarstwa 🙂
Super artykuł!
Pozdrawiam